Pireneje 2012

Grupa : 4 osoby
2 tygodnie w górach, I połowa sierpnia.

DOJAZD :
samochód ( 4os.), z Warszawy do Gavarnie 2,5 dnia, noclegi po drodze ( kampingi i "na dziko" na parkingu )

KOSZT :
ok. 1100zł/os. -  dojazd ( autostrady i paliwo ), wyżywienie, płatne noclegi ( 7 na kampingach ), bez sklepów "wolnocłowych" w Andorze :)
Kempingi ( ceny za 4os. + 2 namioty ) :
Heilbron ( Niemcy ) - 32Euro z samochodem
Gavarnie ( Francja ) - 21,20Euro
Torla ( Hiszpania ) - 27Euro
Canillo ( Andora ) - 28Euro z samochodem
Villeneuve-lès-Avignon ( Francja ) - 33Euro z samochodem
autostrady i tunele w 2 strony - ok.170Euro
parking w Gavarnie ( 7 dni ) - 16Euro
autobus Torla - Ordessa - 3Euro

O kempingach na trasie w ok. Morza Śródziemnego należy zapomnieć. Próbowaliśmy przez ponad 2 godziny znaleźć miejsce na 6-7 kempingach. Nie dość że recepcje po 19-20 były już zamknięte, to po skontaktowaniu się z obsługą wychodziło że miejsc brak ( aczkolwiek dla 2 namiotów miejsce byśmy znaleźli ). W końcu nocleg był na parkingu. Ogólnie są rozpaskudzeni przez ogólnozachodni dobrobyt, bo kryzysu tam nie widać.

Granica Andora-Francja : teoretycznie jest, Francuzi na wyrywkę sprawdzają wjeżdżających do Francji - głównie ze względu na zakupy "wolnocłowe" w Andorze. Przy wyjeździe zazwyczaj jest długa kolejka samochodów - szczególnie popołudniu jak Francuzi wracają z zakupów. A andorska straż graniczna być może istnieje.

Noclegi "na dziko".
We Francji w parku narodowym można się rozbijać obok schroniska lub 1 godz. marszu od granicy parku ( cokolwiek ta 1 godz. znaczy ).
W Hiszpanii w zależności od wysokości ( każda dolina w parku może mieć inną wysokość na której można się rozbijać ) lub obok schronisk.
Andora - w górach nie ma problemu ( po powrocie wyczytaliśmy w przewodniku że ponoć nie wolno ).
Ponadto w Pirenejach jest sporo schronów ( cabana ), w których można przenocować. Zwłaszcza turyści w Andorze głównie korzystali ze schronów i schronisk bezobsługowych ( bo w Andorze są aż dwa schroniska z obsługą ). Poza kempingami w Andorze, biwakujących w  namiotach widzieliśmy chyba tylko raz ( coś jednak musiało być z tym zakazem biwakowania, my nie mieliśmy z tego powodu żadnych problemów  ). Zresztą biwakującymi byli to Francuzi.

Temperatura - w dzień przeważnie gorąco ( w górach powyżej 25st.C, o dolinach wolę nie myśleć ), w nocy możliwe nawet przymrozki ( było kilka nocy z temperaturą w okolicy 0 ). W przypadku "dobrej" pogody , wędrowanie w godzinach 13 - 17 ( a zwłaszcza 14- 16 ) jest mocno uciążliwe ze względu na temperaturę. Na trasę należy brać zapas wody, często potoczki zaznaczone na mapie są okresowe. Teoretycznie schrony i schroniska bezobsługowe mają dostęp do wody, ale widzieliśmy kilka w których "źródełka" wyparowały. Ogólnie trafiliśmy na dobrą pogodę jak na Pireneje, przez 2 tygodnie jeden dzień mocno burzowy ( nasz pierwszy dzień w Pirenejach :) i później dwa razy padało popołudniu w Andorze - oczywiście w pobliżu granicy z Francją. W pozostałe dni upał, skwar i inne tego typu "przyjemności". A i przy zajściu z Comapedrosy chwilowa lekka mżawka niewarta uwagi.

Mapy : warto na miejscu kupić najnowszą jaka jest,  zwłaszcza w Andorze. W Andorze znakowane są nowe szlaki,a część starych zmienia przebieg, o czym dotkliwie mokro niektórzy się przekonali. Oznakowanie szlaków w terenie słabe i niekonsekwentne. Na popularnych szlakach dojściowych do "atrakcji" turystycznych ścieżki są przetarte i oznakowane farbą lub kopczykami. Na pozostałych szlakach bywa już różnie, Często ten sam szlak znakowany jest różnymi kolorami ( Andora ). Zazwyczaj jest to kolor biało-czerwony lub żółto-czerwony, czasami też tylko kropki żółte, czerwone lub białe, w zależności jaka farba się ostała. . Dla Polaków wychowanych na oznakowanych polskich szlakach, jest to mylące. Wyjątek stanowią okolice Escaldes w Andorze - tam znakowanie było "tatrzańskie". No i oczywiście, należy mieć ze sobą kompas lub przynajmniej GPS :).

Czasy przejścia : w przewodnikach i na trasie ( jak są ) to podane są czasy raczej dla idących na lekko. O ile idąc bez ciężkich plecaków ( Monte Perdido, Comapedrosa ) spokojnym tempem szliśmy poniżej przewidywanych czasów, to z plecakami czasy przekraczaliśmy. Upały nie służą chodzeniu z ciężkimi plecakami ( samowystarczalność na tydzień ).

Schrony w Andorze :

  • Refugi de Fontverd - woda ze źródła , obok potok, schron czysty
  • Refugi de Riu de dels Orris - potok
  • Refugi de l'Illa - woda ze źródła , powyżej jeziorko, schron "wielorodzinny"
  • Refugi Pla de les Pedres ( do potoku ok.500m ), przy schronie obórka, teren zaminowany, sam schron czysty
  • Refugi de Junclar - schronisko z obsługą, nocleg płatny, woda w kranie, sala-jadalnia, minibar
  • Refugi de Cabana Sorda - woda w potoku 100m, schron czysty
  • Refugi dels Coms de Jschronem ( 2681m.n.p.m.) an - potok 100m
ślad GPS Gavarnie - Torla na na stronie GPSsies
ślad GPS Ordesa - Goriz - Monte Perdido - Breche de Roland - Gavarnie
ślad GPS pętla Andora
ślad GPS Comapedrosa

I część

pętla Gavarnie ( Francja ) -  Port de Boucharo/Puerto de Bujaruelo  ( granica ) - Bujaruelo ( Hiszpania ) - Torla - Valle de Ordesa - Goriz - Monte Perdido - Brecha do Rolando/Breche de Roland ( granica ) - Port de Boucharo  - Gavarnie ( Francja )

Mieliśmy ambitna trasę z Gavarnie przez Cirque de Gavarnie do okolic schroniska Refuge de la Breche ( inna nazwa des Sarradets ). Do Gavarnie dojechaliśmy ok. południa, więc wyjście nie było najwcześniejsze :). Samo Gavarnie składa się głównie ze straganów, sklepików i paru hoteli dla turystów, którzy tłumnie dążą do tutejszej atrakcji czyli cyrku polodowcowego. U podnóża cyrku oczywiście hotel i knajpa pełna turystów. Po dojściu do cyrku rozpętała się burza. Na szczęście knajpa zaopatrzona była w markizy, które dawały schronienie przed ulewą. Po burzy zrobiliśmy rekonesans cyrku w celu znalezienia szlaku, no i znowu się rozpadało. Wobec tego, że według mapy szlak miał prowadzić ostro pod górę po ścianie cyrku, a pogoda wyglądała na ustabilizowaną deszczowo-burzowo, postanowiliśmy zrobić wycof i zanocować gdzieś na dziko. I w trakcie wycofu znowu rozpętała się burza, tak więc wylądowaliśmy na kempingu w Gavarnie. Warunki niezłe.

Następnego dnia zmieniliśmy trasę t.zn. kierunek pętli, ponieważ pogoda dalej była deszczowo-burzowa. Poszliśmy doliną des Pouey D'Aspe na przełęcz Port de Boucharo/Puerto de Bujaruelo o de Gavarnie ( granica francusko-hiszpańska 2273m.n.p.m.). W Gavarnie było parę drogowskazów w tym kierunku ( każdy pokazywał inny czas 3-4godz.), więc plany znowu ambitne. Tylko że nie wzięliśmy pod uwagę temperatury. Mimo chmur podejście nie było miłe. Wyszło nam że owe czasy to dla szybkobiegaczy bez plecaków :). Nocleg na dziko po stronie hiszpańskiej przed Bujaruelo przy miłym potoczku.

W Hiszpanii zrobiło się gorąco. Dosyć łatwy odcinek szlakiem GR11 Bujaruelo - schronisko Goriz mieliśmy zrobić w 1 dzień, oczywiście zrobiliśmy sobie "sjestę" na kempingu San Anton jakieś 2km przed Torla. A w Torli wieczorem czekały na nas sklepy :) Melon był pyszny. Co do pogody to nam wyszło że we Francji pada, a w Hiszpanii i Andorze upał. W trakcie wyjazdu się to potwierdziło :)

Po takiej "sjeście" rozleniwiliśmy się jak prawdziwi południowcy. Skoro do kanionu Ordesa jeździ autobus, to czemu mamy iść w upale ? Dobre i 4km. A pogoda była upalna, więc turyści z Torli ( do kanionu Ordesy latem jest zakaz wjazdu własnym samochodem ) szczelnie zapełniali autobusy ( jeżdżą co ok.15min. ). Niby obok kempingu był przystanek, ale żaden autobus nie chciał stanąć, bo pełny. Po przepuszczeniu kilku doszliśmy do wniosku że lepiej 2km pójść w dół niż 4km w górę :) W Torli udało się zapakować do autobusu i jazda do Pradera de Ordesa. Dolina Ordesy jest parkiem narodowym i rezerwatem biosfery UNESCO. Nocować w namiotach można w zależności od wysokości ( np. rejon Ordesy od 2100m.n.p.m. ). Widoki niezłe, warto zobaczyć. Po drodze pomiędzy godz. 14 a 16 sjesta przy wodospadach de Sauso. Dopóki szło się lasem było całkiem przyjemnie, na terenie otwartym masakra. Tempo marszu tradycyjnie zwalniają sesje fotograficzne. Pod wieczór dochodzimy do schroniska Goriz. Tłum jak na Krupówkach. Schronisko ma 90 miejsc + w okolicy naliczyłem ponad 50 namiotów. A wszyscy pewnie jutro pójdą na Monte Perdido ( 3355m.n.p.m.). W Goriz zaskoczyła nas "toaleta" ( aczkolwiek niełatwo nas tym temacie zaskoczyć ). Spokojnie może konkurować z niektórymi rosyjskimi przybytkami. Stały 2 kontenery, a w nich ze 2 kibelki, 2 prysznice. Większość osób wydała okrzyki w różnych językach typu "O mój Boże !". Ciekawe czemu naraz wszyscy robili się tacy religijni ? Widać było że obsługa schroniska próbowała jakoś te kontenery doprowadzić do ładu, ale przy tej ilości ludzi było to niemożliwe. A krzaków, lasu czy głazów w okolicy nie uświadczysz. Jak już był jakiś kamulec, to na pewno ktoś już się tam rozbił. tak więc do kibelka było bardzo daleko.

W Goriz biwakowaliśmy 2 dni. Niestety, ale na dzień namioty trzeba było zwinąć ( takie przepisy parkowe ). Zresztą karnie zrobili to chyba wszyscy. Refiugo de Goriz jest bazą wypadową na Monte Perdido. Rano skoro świt tłum ludzi wyruszył na szczyt. Na szczęście kawalkada się mocno rozciągnęła, więc szło się całkiem dobrze. Po drodze widoczne były kozice i resztki pól śnieżnych.  Powyżej jeziorka Helado, szlak prowadzi granią ( mało przyjemną przy wietrze ), a później źlebem. Sam źleb też mało przyjemny , osypujące się drobne kamyczki powodowały 2 kroki w górę i od razu 1 w dół :). A na szczycie piękne widoki i ... ankieta. Pani ankieterka drogę do "pracy" miała niezłą. Okazało się też, że pani ankieterka była w Polsce na kursie narciarskim. Wejście na szczyt z Goriz niecałe 4godz. tempem spacerowym. A w dół szybciej. Źleb jednak nie był taki straszny, jak się nam zdawało.

Po zdobyciu Monte Perdido, czekała nas trasa przez Brecha de Rolando ( 2807m.n.p.m.) do Francji. Aby było ciekawiej, nie poszliśmy szlakiem, którym szli wszyscy, tylko własna drogą przez przełęcz del Descargador. Droga ciekawa, bardzo fajne skały po drodze. Za to masakryczny okazał się ostatni podejściowy odcinek ( ok.20m ) , aby dobić do szlaku wzdłuż granicy. Znowu osypujące się kamyczki dały się nam we znaki. Ale od czego ma się 4 kończyny ? Po krótkim odpoczynku przy "Rolandzie", mały skok w bok na Taillon ( 3144m.n.p.m.). Szybki powrót do "Rolanda", zejście do schroniska de la Breche lub jak kto woli des Sarradets ( Francja ), później ciekawy odcinek szlaku, który prowadził potokiem. Nocleg przed przełęczą Boucharo na przemiłej polanie z pięknym widokiem.

Ostatni dzień we francuskich Pirenejach długo zapamiętam ( i nie tylko ja :). Tak jest jak się robi dwie rzeczy na raz. Np. zwija namiot i gotuje śniadanie. Woda zaczęła się gotować,a tu namiot odszpilony. Namiot poczeka, a woda nie. No i namiot nie poczekał. Jak dmuchnęło, to w radosnych podskokach namiot poleciał ku dolinie. Po pogoni w dół zbocza ( sam nie wiedziałem , że tak szybko biegam :) , udało się go złapać przed podcięciem zbocza ( głównie dzięki temu, że wiatr chwilowo ucichł ). Inaczej namiot byśmy szukali dobre 400 metrów niżej. Na szczęście straty były symboliczne, półka podsufitowa wybrała wolność, no cóż, mamy teraz nową za całe 9,99zł. Na przełęczy de Bujaruelo zamykamy pętlę. Po zejściu doliną des Pouey D'Aspe ( a w dolinie świstaki ) do Gavarnie, zjedzeniu symbolicznej oryginalnej francuskiej bagietki, ładujemy się do samochodu i jedziemy do Andory, po drodze zaliczając krótki postój w Lourdes.

II część

Andora ( pętla dookoła )

parking powyżej kościóka Sant Miquel ( Escaldes )-  Coll Jovell - Pla de l'Ingla - Pic dels Pesssoms - Estany Primer - Envalira - Refugi de Junclar - Callada de Junclar ( granica ) - Estanys de Fontargent ( Francja ) - Port d'Incles ( granica ) - Refugi de Cabana Sorda - Vall de Ransol - Ransol - Encamp - Estany d'Engolasters - parking

Arinsal - Refugi do Comapedrosa - Pic de Comapedrosa - Estany Negre - Arinsal

Do Andory dojechaliśmy wieczorem ( po drodze godzinny postój w Lourdes ). Nocleg na kempingu w Canillo.Rano pakowanie i wyjazd w góry. Samochód zostawiamy na parkingu/grillowisku powyżej kościółka Sant Miquel. W Andorze miejsca piknikowe są przeważnie wyposażone w kamienne grille. Temperatura normalna czyli ok.30 st. w cieniu. Na szczęście pierwsze podejście na Coll Jovell prowadzi przez las. Później pojawiają się polanki, tam szybki spręż byle tylko dojść do cienia. W Refugi de Fontverd spotykamy dobrze zadomowionego tambylca. Jak tambylec usłyszał że my Polacy, to od razu powiedział że byśmy lepiej wracali, bo kilka dni temu spotkał parę Polaków i na zejściu z gór kobieta umarła. Lekko nas to zdołowało. Kawałek dalej nad potoczkiem 2 godzinna tradycyjna sjesta.  Nocleg na miłej polance 15min. przed Refugi de l'Illa. Niestety, niektórzy w nocy się nie wyspali przez galopujące konie z "krowimi" dzwonkami :) W Andorze udzwonkowione konie są prawie wszędzie i szczególnie lubią biegać w nocy :)

Po zwinięciu obozu, ruszyliśmy w kierunku przełęczy dels Pessons. Po zaliczeniu zygzaków i zdobyciu przełęczy ( 2779m.n.p.m ) szybki skok na Pic dels Pessons ( 2864m.n.p.m.). Ze szczytu piękny widok na jeziorka, wzdłuż których mieliśmy iść. Droga wyglądała miło i malowniczo. Początkowe 100m zejścia do Circ dels Pessons było dosyć strome, a malownicze jeziorka jakoś nie chciały się przybliżyć. Wg mapy mieliśmy iść w dół, a tu co chwila podejście na kolejna bambułę.O ile wcześniej na szlaku było spokojnie, to teraz im bliżej cywilizacji, tym tłum gęstszy. Przy kolejnym jeziorku należało zaliczyć obowiązkową sjestę. Po odpoczynku terenami narciarskimi kierujemy się w kierunku schronu Refugi Pla de les Pedres. Ponieważ otoczenie schronu jest mało biwakowe ( teren wokoło zaminowany i w dodatku pochyły ), idziemy 1km w górę potoku. I pod wieczór zaczęło mżyć. Ale w nocy przestało :)

W niedzielę podzieliliśmy się na 2 grupy : kościołową i tą drugą. Punkt zborny został wyznaczony w schronisku de Junclar ( 2318m.n.p.m.). Grupa kościołowa poszła do Soldeu, gdzie znalazła kościółek ( co wcale nie było takie łatwe, bo kościółek ledwo wystawał ze skarpy ) i później ścieżką wzdłuż doliny D'Incles do schroniska. Schronisko de Junclar jest jednym z dwóch schronisk z obsługą w Andorze. Do schroniska weszliśmy równo z rozpoczynającym się deszczem. W oczekiwaniu na drugą grupę wypadało zamówić przynajmniej herbatę ( 2 x 1,5Euro ). Dostaliśmy dzbanek ok. 1l. W niejednym polskim schronisku byłoby drożej :). Druga grupa poszła przez Port Dret ( 2568m.n.p.m.) i Refugi del Siscaro. Tam szlak się "rozmył", niekoniecznie w deszczu. A ponieważ mapę mieli starszą ( a ścieżki w Andorze się zmieniają ) więc nie dość że zmokli, to jeszcze zrobili ekstra 200metrów zejścia i podejścia. Padać przestało ok.18, więc rozbiliśmy się przy schronisku. Opłaty 0  ( słownie : zero ) euro :) Oczywiście obsługa powiedziała, że możemy korzystać z sali w schronisku i hiper-super-hi-tech-ekologicznych i czystych toalet. Dla samego kibelka warto było tam wejść :)

Jak to w Andorze kolejny poranek był słoneczny, a ponieważ obsługa schroniska poleciła nam piękne jeziorka po stronie francuskiej, więc tam poszliśmy przez Collada de Junclar ( 2442mn.p.m.) . No i po przekroczeniu granicy słoneczko schowało się za chmury i Francja przywitała nas mglistym widokiem. I tak było aż do powrotu do Andory przez przełęcz de d'Incles. Jeziorka Negre i Fontargent mają przepiękne brzegi, bo tylko tyle było widać :) ( no, może trochę przesadziłem, ale niewiele). Po powrocie do Andory nocleg przy schronie Cabana Sorda. Tu widzieliśmy pierwszy i ostatni raz biwakujących w namiotach ( oczywiście oprócz nas ). Zresztą byli to Francuzi.  Dla porównania, we Francji widzieliśmy biwakujących przy schronisku Breche de Roland, a w Hiszpanii przy schronisku Goriz .

Ponieważ wiedzieliśmy już, że całej zaplanowanej trasy nie zdążymy zrobić, nastąpiła zmiana planów. Po wejściu na szczyt nad schronem ( 2681m.n.p.m) oczywiście piękne widoki i orłosępy ( chyba, bo te duże ptaszyska się nie przedstawiły ). Tu znowu się podzieliliśmy, my plecaki zostawiliśmy pod skałką i skoczyliśmy na Tossa de Caraup ( 2644m.n.p.m) i Pic de la Coma de Varilles ( 2759m.n.p.m.). Druga grupa postanowiła zrobić sobie dzień gospodarczy czyli pranie w dolinie, a ponieważ na Coma de Varilles była księga pamiątkowa do której nie wpisałem się, bo nie miałem nic do pisania, to po spotkaniu w dolinie drugiej grupy, postanowiliśmy wejść na Coma de Varilles po raz drugi inną drogą - przez szczyt zachodni ( 2729m.n.p.m.). Na mapie była ścieżka, ale w terenie to jej nie uświadczyliśmy. Wytyczyliśmy własną trasę, a co. Po dokonaniu wpisu do księgi, zejście do doliny i nocleg kilkanaście minut przed schronem dels Coms de Jan.

Następnego dnia musiało nas słoneczko nieźle przygrzać. Najpierw zejście do cywilizacji ( autobusu  ) 4km asfaltem doliną de Ransol do Ransol. Po drodze jedna osoba poszła skrótem, a pozostałe nie. Po godzinnym poszukiwaniach udało się scalić grupę w Ransol, do dzisiaj nie wiadomo, kto źle poszedł :)  Potem rzut okiem na mapę i ... po co jechać autobusem do Encamp, skoro jest to tak blisko ( no góra godzina spaceru ). Jedna osoba okazała resztki zdrowego rozsądku i podjechała autobusem ( ok.3 Euro ) do Encamp, a reszta dzielnie główną drogą Andory na piechotę. Upał musiał nas nieźle zamroczyć, bo to było ok.12km, ale wcześniej cała trójka patrzyła na mapę i wychodziło góra 5-6km :). Po ponad 2 godzinach dowlekliśmy się do Encamp i tam chyba najbardziej mordercze 300m podejścia do jeziora d'Engolasters. Normalnie masakra :) Ścieżka łatwa, ale mieliśmy już wszystkiego dość. Później już tylko zejście do parkingu, samochód i znajomy kemping w Canillo.

Przedostatni dzień w Andorze - idziemy na najwyższy szczyt Andory - Comapedrosa ( 2939m.n.p.m.). Samochodem dojeżdżamy do Arinsal i dalej na piechotę. Do schroniska Comapedrosa biegnie lasem, więc słońce nie przeszkadza. A później się zachmurzyło, bo to blisko granicy francuskiej. Na szczyt weszliśmy ścieżką przez "siedem sióstr" czyli w górę, w dół, bardzie w górę, trochę w dół itd., miejscami wejście eksponowane. A na szczycie tłok.  Na dół zeszliśmy ścieżką za jeziorkiem Negre. I powrót do Arinsal - po drodze nie warta uwagi krótka mżawka. Później już tylko zakupy "wolnocłowe" w stołecznym mieście Andorra la Vella i powrót na kemping w Canillo.

Ostatni dzień - to tylko uzupełnienie zakupów "wolnocłowych" w Ransol. Po drodze do Polski zwiedzamy jeszcze Carcassonne. A nocą podziwianie Pałacu Papieży w Avignon spod wieży Filipa Pięknego w Villeneuve-lès-Avignon.